Inspiracją w kuchni bezglutenowej oprócz cierpliwości i bezwzględnego przestrzegania higieny jest też motywacja: totalne lenistwo na żywieniowe przepisy. Smacznie przed wszystkim.

W moim ogrodzie pojawiły się już pierwsze słodkie śliwki, na odmianach się nie znam, ale to są te kolorowe, a nie tak jak na zdjęciu fioletowe. I już wylądowały na brzuszkach, w drzemie z cukrem żelującym oraz jako dodatek do knedli.

A przepis jest prosty: ciasto robi się tak samo jak na kluski śląskie, ale jako dodatek dodaje się polówkę śliwki z cukrem.

Poniżej mój nocny zryw w kuchni:

1 kg ziemniaków – obrałam, ugotowała i ugniotłam, bo jeszcze nie wpadłam na pomysł kupienia praski. 1 jako, a z ciasta wyjęłam 1/4 – w puste miejsce wsypałam mąkę ziemniaczaną. Posoliła odrobinę i zagniotłam. Następnie zrolowałam sobie ciasto, aby wygodniej było mi mieć jednakowe krążki, które rozpłaszczyłam na desce i dodałam śliwkę z cukrem. Testowałam około 23 z dosypka dodatkowego cukru i niebo w ustach.

Dziś powtórka na obiad, aż do wykończenia zapasów. Wyszło mi z takiej ilości ciasta około 22 szt knedli.